Pomysł na wędrówkę z Bielic?

Bielice, Nyżnerowskie Wodospady, Sokole Skały i Dolina Srebrnego Potoku!

Tęskniłam, ale w końcu wróciłam. Tam, gdzie sudecki koniec świata. Tam, gdzie wędrowcy szukają dzikości. Jeśli odwiedziliście Bielice – na końcu świata i na końcu wszelkich dróg … Jeśli zaznaliście tutejszej pustki na szlakach i szczerej radości z napotkanego po długim czasie człowieka, będziecie chcieli tu wrócić! Z przyjemnością dzielę się z Wami pomysłem na wędrówkę w Góry Złote w ukochanych Sudetach Wschodnich. Tak dzikich jak pięknych. Po drodze potęga wodospadu, malownicze doliny, urwiste skały, trochę widoków i dużo górskiej samotności. Zapowiada się obiecująco? Zapraszam na wspólną wędrówkę!

Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017
Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017

Co czeka nas podczas wędrówki?

🌲 rezerwat „Nýznerovské vodopády” w dolinie Srebrnego Potoku – wodospad robiący ogromne wrażenie

🌲 punkt widokowy na Sokolich Skałach

🌲 miejsca na biwakowanie

🌲 punkt widokowy na Pasiecznej

🌲 zróżnicowane drzewostany (piękne lasy świerkowe i buczyny)

🌲 możliwość poznania czeskiej strony Gór Złotych (Rychlebské hory)

🌲 wędrówka po mało uczęszczanych leśnych szlakach (łagodnie wznoszące się drogi szutrowe i asfaltowe, krótkie strome podejścia wzdłuż leśnych ścieżek), większość drogi wzdłuż potoku,

🌲 wędrówka bez tłumów turystów, a właściwie prawie w samotności

🌲 możliwość wydłużenia trasy o tzw Worek Bialski, Schronisko Paprsek, nową wieżę widokową (replika wieży ze Śnieżnika)

Przebieg trasy:

Bielice (kościół) > Barani Wąwóz > przełęcz Sedlo Peklo (847 mnpm) > źródełko Pramen Peklo > Dolina Srebrnego Potoku > Nýznerovské vodopády > Sokolí skály > Smrek (1107 mnpm) > Pasieczna (927 mnpm) > Bielice

Start: Bielice, koło Kościoła

Długość trasy: ok. 20 km

Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017
Bielice

Bielice - wioska z duszą i historią, która oczaruje każdego

Krętą i niezwykle malowniczą drogą docieram do Bielic. Bielice zawsze przytulają sielankowym krajobrazem owiec pasących się na zboczach pól oraz słoneczną doliną z wartką i szumiącą głośno Białą Lądecką. Bielice bowiem leżą w dolinie górnej Białej Lądeckiej i są pierwszą wsią, przez którą przepływa ta rzeka. Wioska ta jest najdalej wysuniętą na wschód osadą Ziemi Kłodzkiej. Peryferyjne położenie z dala od większych miast, dzikość tutejszej natury, surowy, górski klimat, brak zasięgu, po którego trzeba się wspiąć dopiero wysoko na szczyty, historia wysiedlenia wioski, w której zaroślach można odnaleźć stare, wiejskie chaty lub pozostałości po ich podmurówkach. Brak zagospodarowania turystycznego, apartamentowców, sklepów … To takie nasze sudeckie bieszczady na końcu sudeckiego świata. I mimo, że Sudetów nie trzeba reklamować, ani upiększać tytułami ,,bieszczadzkimi”, możemy zauważyć pewne analogie do Bieszczad- ale to temat już na inny artykuł 🙂 

Dziś Bielice odwiedza już w weekendy dość sporo wędrowców, jednak po wojnie było tutaj naprawdę dziko, o czym wielu starszych datą piechurów snuje historie. Wielu wędrowców przyjeżdża do Bielic, bo to właśnie stąd można powędrować na dwa sudeckie szczyty należące do Korony Gór Polski – na Kowadło zakwalifikowane w KGP jako najwyższy szczyt Gór Złotych oraz Rudawiec – uznany w KGP za najwyższy szczyt Gór Bialskich. Natomiast temat czy faktycznie te góry są najwyższymi szczytami tych pasm górskich oraz temat uznawania Gór Bialskich jako odrębnej od Gór Złotych czy Masywu Śnieżnika jednostki fizjograficznej – to również inny, długi temat wymagający odrębnego omówienia, a dziś wyruszamy na wędrówkę w góry i lasy, bez analityczno-fizycznograficznych i filozoficznych podróży 🙂 Ten typ wędrowców nazwałabym zdobywcami z aspiracjami i zasadami. Inny typ wędrowców to ci szukający w górach tej dzikości, kiedy mogą wędrować kilometrami nie spotykając nikogo, pragnący bliskiego kontaktu z naturą, ukojenia i wyciszenia w leśnej ciszy. Ich nazwałabym szukającymi dzikości odkrywcami. A całą resztę dla potrzeb własnych, górskich analiz wrzuciłabym do worka szukający pomysłu na weekend. To tu, to tam, z rodziną czy sam, jadę bo wolne mam, a słyszałem, że tak wyjątkowo tam 🙂 

Widok na Bielice z zielonego szlaku

Bielice skrywają się pomiędzy Górami Złotymi i Bialskimi, na wysokości ok. 700 m.n.p.m. Wieś została założona w 1605 roku jako część Nowego Gierałtowa i na początku była leśną osadą. Mieszkańcy żyli tu kiedyś głównie z przeróbki drewna. W latach 20-tych i 30-tych XX już wieku funkcjonowało tu aż 5 tartaków. Chałupniczo wyrabiano tutaj drewniane spinki i klamki. Istniała również wytwórnia gontów czyli gonciarnia, oraz potażarnie, czyli małe manufaktury, w których produkowano potaż z popiołu pochodzącego ze spalania drewna i węgla drzewnego. Następnie popiół ten był rozpuszczany w wodzie. Główny składnik potażu to związki potasu. Ów potaż był od starożytności powszechnie stosowany przy produkcji mydła, szkła, wyrobów ceramicznych, bielenia tkanin oraz jako nawóz. 

Dopiero na przestrzeni XIX/XX wieku wioska stała się popularną miejscowością letniskową. Przed II wojną światową było tutaj już ok 100 gospodarstw i 500 mieszkańców. Kiedy dziś gospodarstw jest około dwudziestu, a mieszkańców około 60.  W tym wiele domów to jedynie domy letniskowe. Co jednak sprawiło, że Bielice zaczęły rozwijać się również turystycznie? Przyczyniło się do tego z pewnością położenie wioski, która znajdowała się na licznie uczęszczanej przez kuracjuszy trasie z Lądka Zdroju na Wysoki Jesenik. Dużą atrakcję, która przyciągała tutaj na wędrówki stanowiła również Puszcza Jaworowa – naturalny, sudecki las mieszany, których już wtedy było coraz mniej, ponieważ przetrzebiano lasy w celach gospodarczych. Bielice były więc dobrym punktem do wyjścia w góry. Stały się również docenionym miejscem idealnym do uprawiania sportów zimowych. W Bielicach wynajmowano swego czasu nawet przewodników, a podróżnych obsługiwały w latach międzywojennych 4 gospodarstwa oferujące pokoje gościnne, a także schronisko młodzieżowe i duże schronisko ,,Saalwiesenbaude”, które możemy zobaczyć na starych pocztówkach. Saal Wiesen z niemieckiego oznacza – Halę Łąkową. Szerokie, ciągnące się wysoko na stoki gór powycinane połacie lasów, na których pasło się bydło mogą nasuwać skojarzenia z tatrzańskimi halami. Schronisko już wtedy miało w ofercie nawet samochodowe wycieczki do czeskiej Pragi!

Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017

Wyludnienie i zamieranie Bielic

W 1945 r. ze wsi Bielendorf wyjechało około 400 mieszkańców i nie została ona z powrotem wystarczająco zaludniona. Zarówno schronisko jak i elektrownię wodną zniszczono w latach pięćdziesiątych. Taka była polityka ówczesnych władz. Surowość klimatu nie pozwalała na utrzymanie się z rolnictwa, a peryferyjne położenie utrudniało egzystencję. Do lat 70-tych wioskę systematycznie opuszczali mieszkańcy. Jednak to nie tylko trudne warunki bytowe tak bardzo spustoszyły wieś. 

Zaraz po wojnie masową skalę przybrało szabrownictwo prowadzone przy milczącej zgodzie władz. Wszystkie lepsze domy, jak z resztą w całej okolicy, zostały w całości rozebrane i wywiezione – głównie na podhale ale też „na odbudowę stolicy”. Niezasiedlone i podupadające domy były też regularnie usuwane przez wojsko, które aż do lat 50-tych bardzo poważnie podchodziło do szczelności granic. Cały kilkunastokilometrowy pas przygraniczny był strefą zamkniętą dla obcych i strzeżoną przez posterunki na drogach. Oczywiście ucierpiała wtedy ówczesna turystyka.

Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017

Bielice odradzają się nowo, aby stać się miejscem wyjątkowym

W latach 50-tych podejmowano pierwsze próby ożywienia ruchu turystycznego organizując „Rajdy Bialskie”, jednak bez większego skutku dla rozwoju wsi. W rezultacie w 1978 r. w Bielicach zamieszkanych było już tylko 9 gospodarstw. Zanik miejscowości powstrzymało funkcjonowanie na tym terenie dwóch leśnictw oraz osiedlenie się w Bielicach wrocławskiej młodej inteligencji oraz ludzi ze środowiska zboru baptystów. 

Jak wiemy, jak to w turystyce, nie ma jej, kiedy nie ma bazy turystycznej – przede wszystkim bazy noclegowej. Wielki wkład w odradzanie się tutejszej turystyki ma niezwykłe miejsce o dość enigmatycznego nazwie – ,,Chata Cyborga”. Jak możemy przeczytać to dom gościnny łączący tradycję sudeckiej architektury z wymaganiami współczesnego turysty. Muszę przyznać, że to bardzo trafne słowa. Odwiedzając to miejsce sami się przekonacie, że w tym dużym pensjonacie można dojrzeć dawną, wiejską chatę, która to została rozbudowana do tak imponujących rozmiarów. Zachwyca mnie historia tego miejsca, która zasługuje na odrębny artykuł. 

Przez 30 lat ,,chatka” zyskała wiele nowych żyć. Przetrwała nawet wielką powódź w 1997 roku, kiedy to wielka woda podmyła sporą część chatki.  Obiekt zachował swoją duszę i pamięć po pierwotnej, wiejskiej chacie zbudowanej ponad 100 lat temu. Do dziś możemy dojrzeć w odremontowanym wiele razy obiekcie najstarszą część – dawną, wiejską chatę i przenieść się dzięki starym zdjęciom i wyobraźni do tamtych, starych czasów. Zdjęcia wiszą na ścianach w najstarszej części obiektu i są również umieszczone w specjalnym, dostępnym dla gości albumie opowiadającym całą historię –  jak to miejsce zmieniało się przez wszystkie lata. 

Chata Cyborga, oraz inne agroturystyki dawała przez lata turystom możliwość przenocowania, co zdecydowanie wpływało na to, że ruch turystyczny tutaj się utrzymywał, a dziś te góry są już o wiele bardziej popularniejszą destynacją turystyczną. Dzięki temu wszystkiemu, a i pewnie wielu innym ludziom, a przede wszystkim sprzyjającym warunkom klimatycznym i przyrodniczym wieś jest miejscem wyjątkowym dla szukających w górach  piękna i bliskości przyrody oraz spokoju.

A po krótce … Najstarsza część Chaty Cyborga to chata wybudowana tutaj na przełomie XIX i XX wieku. Jej współczesna historia rozpoczęła się w roku 1975, kiedy to kupił ją oddział wrocławski Almaturu (Biura Podróży i Turystyki „Almatur” ). Almatur kolejno przekazał chatę w użytkowanie studentom Instytutu Cybernetyki Technicznej Politechniki Wrocławskiej. Cyborg to nazwa jednego z pierwszych na świecie robotów – stąd nazwa chatki, a dziś już Chaty Cyborga. Był taki czas, kiedy na wzór Politechniki Śląskiej każdy wydział i instytut uczelni miał ambicje posiadania ,,własnej: chaty w terenie dla celów turystycznych. I tak w tym nieznanym szerszym rzeszom turystów regionie zaczęła chatka służyć studentom Politechniki do rajdów i obozów wakacyjnych. 

Od wiejskiej chałupy, chaty studenckiej, schroniska po świetnie funkcjonujący i dalece rozbudowany pensjonat. Niesamowite jest to, że miłość do gór przyciągnęła młodych ludzi z Wrocławia na mały koniec świata. Połączyli siły, aby wspólnie odremontować starą chatę – kawałek historii i stworzyć azyl dla turystów. Chatka Cyborga w prywatne ręce Państwa Lignarskich przeszła w rok 1990. Kolejno w latach 2001 do 2004 do istniejącej części turystycznej dobudowali część pensjonatową, o znacznie wyższym standardzie i obiekt przestał pełnić funkcję schroniska. Kolejne dobudowy miały miejsce po roku 2011. Budynek przekształcił się z górskiego schroniska w dom gościnny z pełnym zakresem usług hotelowych, nie stracił jednak ze swego wiejskiego, sudeckiego klimatu.

Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017

Już w końcu czas, ruszajmy w góry i w las

Wędrówkę rozpoczynam przy kościele, przy którym jest plac, gdzie można zostawić samochód. Zabytkowy dziś kościół świadczy o zamożności dawnych Bieliczan, którzy Kościół wybudowali sami w 1799 roku. Obecnie jest to Kościół św. Wincentego i Walentego. Na ścianie tak małego kościoła umieszczone są dwie tablice: jedna z 1995 roku upamiętniejąca spotkania działaczy demokratycznej opozycji, która w latach 1981-89 łamała komunistyczne bariery pomiędzy narodami Polski i ówczesnej Czechosłowacji. Jest tam również tablica umieszczona w 300 rocznicę urodzin Michaela Klahra, słynnego rzeźbiarza, który prawdopodobnie urodził się w Bielicach.

Kościół po wojnie popadłby w całkowitą ruinę, gdyby nie starania księdza Stefana Witczaka – gierałtowskiego proboszcza, znanego na całej Ziemi Kłodzkiej i to częściej jako Kruszynka, niż pod własnym nazwiskiem. Ksiądz proboszcz był człowiekiem dość znaczącej postury, ale i olbrzymiego serca. Angażował się m.in. w ratowanie zabytków sakralnych, samemu mieszkając przez 20 lat w spartańskich warunkach w dawnej przykościelnej kostnicy. 

Przy kościele zobaczymy tablicę, na której opisana jest droga w kierunku Nyżnerowskich Wodospadów przez Barani Wąwóz, Przełęcz Sedlo Peklo aż do Nyżnerowskich Wodospadów czyli kaskad na Srebrnym Potoku w Czechach.

Powyżej wersja elektroniczna tablicy informacyjnej umieszczonej przy Kościele w Bielicach z opisem Gminnego Szlaku Pieszego nr 2 na Sedlo Peklo, a dalej drogi do rezerwatu przyrody w Czechach -Nyżnerowskie Wodospady czyli do wodospadów – kaskad na Srebrnym Potoku. gminny szlak pieszy jest oznaczony na drzewach. Niestety nie sfotografowałam tego oznaczenia. 

Kierujemy się kawałek wstecz w stronę Chaty Cyborga i skręcamy na gruntową drogę w stronę Chatki Trapera i przechodzimy przez mostek zbudowany nad Białą Lądecką. Tam też zobaczymy w oddali Chatę  Cyborga oraz drogowskaz kierujący na zielony szlak z nazwą ,,szlak Havla’’. 

Szlak Havla – Václav Havel przypomnijmy był  ostatnim prezydentem Czechosłowacji (1989–1992) oraz pierwszym prezydentem Czech. Droga ta prowadzi do zielonego, wyjątkowy szlaku w Sudetach Wschodnich – Szlaku Kurierów Solidarności upamiętniającego dawne ruchy wolnościowe, które przyczyniły się do obalenia komunizmu w naszej części Europy. W ramach Projektu „Szlak Do Wolności”  (Szlak Kurierów Solidarności Polsko-Czechosłowackiej w Sudetach Wschodnich) zostały odtworzone i oznakowane historyczne szlaki kurierów w Sudetach Wschodnich na obszarze Gór Złotych i Masywu Śnieżnika. Jeśli już się zgubiliście, jako Przewodnik, śpieszę z wyjaśnieniami i krótką w miarę historią. Historię tę mogłabym pominąć, ale jest ona istotna dla tych terenów, a szlak Kurierów Solidarności przewija się w wielu miejscach. 

Szlak Kurierów Solidarności

Co to za tajemniczy Szlak Kurierów Solidarności?

Solidarność Polsko-Czechosłowacka była międzynarodowym ruchem społecznym opozycji demokratycznej powstałym na początku lat 80. XX wieku, a od 1991 roku stała się już legalnym stowarzyszeniem. Górskie szlaki turystyczne wzdłuż granicy polsko-czechosłowackiej stanowiły swoisty azyl dla ludzi sprzeciwiających się opresjom komunistycznego reżimu. Początkowym miejscem kontaktów politycznych, wymiany informacji między Polską, a ówczesną Czechosłowacją były Karkonosze w Sudetach Zachodnich. Jednak były to wówczas intensywnie uczęszczane miejsca, zwłaszcza ,,Droga przyjaźni’’ – oznakowany kolorem czerwonym szlak, prowadzący głównym grzbietem Karkonoszy – na przemian po polskiej i czeskiej stronie, mniej więcej wzdłuż granicy. Były to miejsca dokładnie pilnowane przez służby, a teren bez lasów – powyżej górnej granicy lasu, który umożliwiał obserwacje i szybkie namierzanie nieformalnych, nielegalnych spotkań. Wszelkie konspiracje nie były zatem za bardzo możliwe. Te doświadczenia wymusiły przeniesienie działalności na obszar spokojniejszy turystycznie i w pełni zalesiony – w Góry Złote, Góry Bialskie i w Masyw Śnieżnika.

Celem utworzenia Szlaku Solidarności jest przybliżenie społeczeństwu historii współpracy polskich, czeskich i słowackich działaczy opozycji demokratycznej, która zapoczątkowała obalenie komunizmu w naszej części Europy. Była to forma bezprecedensowej współpracy opozycji demokratycznej w państwach bloku komunistycznego. Ideą projektu Szlak Do Wolności”  i utworzenia Szlaku Kurierów Solidarności Polsko-Czechosłowackiej w Sudetach Wschodnich jest kształtowanie wśród społeczności świadomej postawy dotyczącej tożsamości lokalnej, znajomości historii, tradycji i kultury narodowej.

Las w Górach Bialskich

Kim byli ci kurierzy i co przerzucali?

Kurierzy wchodzili w skład utworzonej ,,sieci’’ osób, które były zaangażowane w konspiracje i przenosiły przez góry zakazaną literaturę, dokumenty, instrukcje i materiały drukarskie, periodyki, książki i inne publikacje powstające w warunkach konspiracyjnych. Wydawnictwa ośrodków emigracyjnych w polskiej i czeskiej edycji językowej, komputery, drukarki, skanery itd. Lata 1982 i 1984 poświęcone były pracy nad przygotowaniem punktów przerzutu i wymiany wydawnictw niezależnych oraz sprzętu. W ten sposób działacze Solidarności Polsko-Czechosłowackiej rozpoczęli systematyczną akcję wymiany informacji przez zieloną granicę. Podobna aktywność rozwinęła się również w Cieszynie i  Beskidach oraz w Tatrach.

Jak wyglądały ,,przerzuty’’?

Oczywiście wybierano takie lokalizacje na granicy, na szlakach turystycznych, które były oddalone od strażnic, tam gdzie raczej  kończyły się zasięgi patroli granicznych. Dochodzenie do miejsca przerzutu następowało zwykle prostopadle do przebiegu granicy by maksymalnie skrócić czas przebywania w strefie pasa granicznego, a tym samym uniknąć spotkania z patrolem. Zakupywano np cztery identyczne plecaki (po czesku „batohy”) po dwa dla każdej ze stron. Załadowane plecaki stawiano na granicy. Kurier polski brał plecak przyniesiony przez Czecha, a Czech plecak Polaka. To bardzo usprawniało przerzut i zapewniało w jakimś stopniu bezpieczeństwo. Można się było tłumaczyć, że przez pomyłkę wzięło się plecak kogoś innego i że nic nie wie się na temat jego zawartości,

Miejsca wytypowane na tzw. przerzuty były doprecyzowane numerem słupka granicznego, co eliminowało jakiekolwiek wątpliwości co do miejsc spotkań. Słupkom nadawano ponadto żeńskie imiona, a dniem spotkań była zawsze sobota (godz. 12.00). Wystarczyło zadzwonić, nawet na podsłuchiwany numer telefonu i podać krótką informację, np. Anita przyjeżdża 27 września. W zawiadomieniu o planowanej akcji przerzutowej  termin rzeczywisty był jednak dla zmylenia zawsze  minus trzy dni od podawanego terminu, czyli że  spotkanie odbywało się trzy dni wcześniej niż podana data. Komunikat „Anita przyjeżdża 27 września” oznaczał że spotkanie w punkcie Anita czyli przy słupku granicznym  nr  V/24  na przełęczy Karpowskiej (Černy Kout) odbędzie się w sobotę o 12.00.  27-3 = 24-tego września. Wtajemniczeni mogli umawiać spotkanie nie obawiając się podsłuchu telefonicznego czy kontroli korespondencji. Zarówno po polskiej, jak i czeskiej stronie nie było nieporozumień. System funkcjonował bezbłędnie od wiosny 1987 roku, aż do ostatniego przerzutu, dnia 18 listopada 1989 roku. Co ciekawe słupki sprawdzali studenci wyposażeni w zaświadczenia z dziekanatu, informujące o prowadzeniu badań seminaryjnych w ramach praktyk terenowych.

Źródło – http://www.szlakdowolnosci.pl

Pierwszy legalny zjazd opozycjonistów w Bielicach

Pierwsze, legalne spotkanie opozycjonistów polskich i czechosłowackich odbyło się w Bielicach 3-4 marca 1990 roku. Uczestnicy byli wówczas pretendentami do władz państwowych i samorządowych. Sześćdziesiąt osób pracowało w  grupach tematycznych: ekologia, współpraca kulturalna i turystyka – przejścia graniczne. Co ciekawe w spotkaniu brał udział i sygnował ustalenia m.in. Pan Janusz Lignarski – właściciel Chatki, a teraz Chaty Cyborga, a także Drahomira Fajtlova, Čestmir Klos, Vladimr Šebak, Petr Uzel, Wojciech Król, , Warcisław Martynowski, Mieczysław „Duczin” Piotrowski. Powstał wóczas materiał bazowy dla tych, którzy  będą tworzyć nową rzeczywistość po ponad pół wieku niewoli.

Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017

Wędrówka przez Barani Wąwóz i dojście do granicy

Wędrujemy w górę przez tzw Barani Wąwóz wzdłuż potoku gminną ścieżką spacerową nr 2 oznaczoną na drzewach na biało z numerem i ludzikiem – ikoną – z laską i plecakiem, w kierunku granicy, zielonego szlaku i Siodła Piekło czyli po prostu małej przełęczy pomiędzy Kowadłem– 989 mnpm, a Łupkową – 945 mnpm. Jest to trasa przybliżona do historycznych szlaków omawianych wyżej kurierów. Miejscem ich spotkań były m.in. górskie przełęczę, w tym właśnie m.in. Sedlo Peklo. Idąc wzdłuż potoku  mijamy agroturystykę – ,,Chatkę Trapera”, która już od lat funkcjonuje w Bielicach. Ponoć można tutaj zregenerować duszę, spotkać sarny i bociany. 

Idąc wzdłuż potoku poczujemy przyjemny chłód, zobaczymy ogromne kapelusze lepiężników podjedzonych przez ślimaki, a my możemy po drodze podjeść maliny. Stąd jeszcze trochę podejścia na grzbiet. Możemy wybrać krótszą ścieżkę, jednak dość stromo prowadzącą do góry, lub pójść w ślad szlaku gminnego za znakami na drzewach, wznosząc się do góry znacznie łagodniej. 

Chata Cyborga nad Białą Lądecką

Barani Wąwóz – tak nazywa się dolina między wzniesieniami Łupkowej i Kowadła w Górach Złotych. W 1958 r. kręcono tutaj sceny do filmu według powieści Marka Hłaski (1934-1969) „Baza ludzi umarłych”. W latach 1950-1951 pisarz pracował w okolicznych lasach jako kierowca nadleśnictwa i motyw z tego czasu zawarł w powieściach „Baza ludzi umarłych” i „Następny do raju”.

Osiągając Przełęcz Piekło (847 mnpm) dochodzimy do granicy. Stamtąd możemy powędrować w prawo na Kowadło, lub w lewo na Łupkową. Wybieramy jednak drogę niebieskim szlakiem w dół, do Czech. Kolejno szlak zmienia się na zielony. Droga w kierunku wodospadów na Srebrnym Potoku jest ładnie opisana na drewnianej tabliczce. Po delikatnym zejściu w dół kierujemy się na Pramen Peklo – źródło górskiej wody, które jednak kiedy je mijałam w sierpniu było wyschnięte. Kawałek dalej zostawiamy wygodną, szeroką drogę i skręcamy w lewo, w las, ostro w dół. Ten skręt łatwo można przegapić. 

Przełęcz Piekło, 847 m.n.p.m.

Między drzewami schodzimy sporo metrów w dół. Z wąskiej ścieżki przechodzimy w szeroką drogę – szlak zielony, po którym jednak spływa duża ilość wody. Tutaj przydają się buty z goretexem. Z tego miejsca w oddali możemy zobaczyć dość sporą wyhodnię skalną

Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017

Wędrówka malowniczą doliną Srebrnego Potoku

Kolejno droga skręca w lewo na lepszą, wysypaną kamieniami, szeroką drogę, jednak tutaj idziemy nią dosłownie chwilę i skręcamy w prawo na ukos wchodząc w przepiękny, jeszcze soczyście zielony, bukowy las, aby wędrować już do samych wodospadów wciąż obok Stříbrny potok czyli Srebrnego potoku. To właśnie na nim znajdują się Nyżnerowskie Wodospady. Czeka nas jednak jeszcze po drodze przeprawa przez potok bez żadnego mostku, co już jest nie lada logistycznym wyzwaniem! Który kamień wybrać, aby się nie poślizgnąć? A może po prostu zamoczyć buty w nadziei, że woda nie sięgnie kostek. A może lepiej ściągnąć po prostu buty i schłodzić się w górskim potoku? Wybrałam stąpanie po kamieniach i ryzyko małego lub większego upadku, którego jednak szczęśliwie uniknęłam. 

Całym sercem za odrębnością wyjątkowych Gór Bialskich

Srebrny potok ma źródło na zboczach Smrk (1127 mnpm) mający wierzchołek po czeskiej stronie granicy, który jest najwyższym szczytem całym gór Złotych. Natomiast po polskiej stronie za najwyższy szczyt możemy przyjąć Postawną (1116 mnpm) o ile przyjmiemy, że Góry Bialskie należą do Złotych, jednak nie prowadzi na nią szlak turystyczny. Jeśli przyjmiemy, że Góry Bialskie są odrębną jednostką fizjograficzną – za najwyższy szczyt, wyższy od Kowadła w Górach Złotych możemy uznać Smrek Trójkrajny (1107 mnpm) – znajduje się on na wschód od przyjmowanej granicy pomiędzy Górami Bialskimi a Złotymi czyli na wschód od źródeł Białej Lądeckiej. Wierzchołka Smreka Trójkrajnego (1107) ale nie należy jednak mylić ze Smrekiem czeskim (1127 mnpm) oraz z Przełęczą u Trzech Granic – historyczną granicą pomiędzy Ziemią Kłodzką, Morawami i Śląskiem. Za najwyższy szczyt Gór Złotych w Koronie Gór Polski przyjmuje się jednak Kowadło (989 mnpm), na który prowadzi żółty szlak – ze względu na Koronę Gór Polski, która przyjmuje jeszcze stare pomiary oraz która prowadzi zdobywców na szczyty, na które prowadzą właśnie szlaki turystyczne. Wierzchołek Smreka Trójkrajnego znajduje się po czeskiej stronie granicy. Według mnie warto oddzielać Góry Bialskie od Złotych z wielu powodów. Właściwe Góry Złote, położone na północnym wschodzie, tworzą stosunkowo wąski, ale długi na ok. 50 km grzbiet o krętym przebiegu. Od tego grzbietu odchodzą boczne ramiona ku północnemu wschodowi. Im dalej ku południowemu wschodowi są one coraz dłuższe. Góry Bialskie natomiast, na południowym zachodzie, tworzą rozległy masyw o kształcie rozrogu rozchodzącego się od góry Czernicy. Góry Bialskie mają swoisty krajobraz – mają  stromo opadające ku krótkim i głęboko wciętym dolinom zbocza i kopulaste i spłaszczone szczyty. Góry Bialskie widnieją na mapach, czytamy o nich w literaturze, oraz na kartach jeszcze przedwojennej historii, gdzie przez Niemców zwane były Bielen Gebirge.

Srebrny Potok. Droga na Nyżnerowskie Wodospady w Górach Złotych
Dolina Srebrnego potoku, góry Złote

Z dość dzikiej i zarośniętej drogi, gdzie przeprawialiśmy się przez potok skręcamy w lewo na szeroką drogę. Miejsce skrętu jest dobrze oznaczone drogowskazami. Jest to punkt ,,Pod Chlumem” (565 mnpm). Tutaj czeka nas monotonna, w dodatku trochę wyasfaltowana droga w dół. Gwarantuję jednak, że warto uzbroić się w cierpliwość.

Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017

Piękny wodospad i jeszcze piękniejsze doświadczenia

I już jesteśmy. Szaleni Czesi oczywiście się rozbierają. Ale spokojnie, tylko do stroju kąpielowego, albo ściągają buty, aby zażyć zimnej, górskiej kąpieli pod wodospadem. Samo to już wprawiło mnie w szeroki, szczery uśmiech. Z daleka miejsce to wygląda jednak bardzo niepozornie. Wchodząc na taras widzę z daleka mały spad wody. Myślę sobie i co, to wszystko? Taka malutka kaskada, a tu taka wielka nazwa, że wodospad… Do wodospadu schodzi się jednak jeszcze po kamiennych schodach. Po chwili mamy skały z paprociami tuż nad głową, czujemy przyjemny latem chłód i mało tego – czujemy cały wodo-spad. Siła z jaką ogromne masy wody przedzierają się przez wąskie gardło skał jest nie do opisania. Schodząc na sam dół dosłownie czujemy drgania ,,płynące” z tej niezwykłej siły. Jesteśmy jakby w niesamowitym kotle jaki wyrzeźbiła przez miliony lat wpływająca tam woda. Skały górują nad nami, są niczym jaskinia, a my czujemy ich potęgę. Jednak nawet one nie dorównują sile wody. Przepiękne doświadczenie. 

Wodospady na Srebrnym Potoku Nyżnerowskie Wodospady
Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017

Niesamowita rzeźba natury - gardziel i kocioł eworsyjny

Od strony przyrodniczej – Vodopády Stříbrného potoka czy też Nýznerovské vodopády to miejsce  chronione jako pomnik przyrody, na który składają się trzy progi skalne. Na odcinku około stu metrów woda pokonuję różnicę poziomu 14 metrów. Jest to przykład jak woda przepływająca przez dość nieodporne na erozję łupki krystaliczne natrafiła na twarde skały gabrowe i amfibolitowe. Utworzyła w tym miejscu wąskie gardło między skałami – czyli charakterystyczną dolinę – gardziel. Woda wprawiały odłamujące się skały w ruch wirowy, który rzeźbił skały dookoła – wysokie, niemal pionowe skały oraz imponujący kocioł eworsyjny. 

Nyżnerowskie Wodospady

Jak powstaje kocioł eworsyjny?

Kocioł eworsyjny to przegłębienie w dnie potoku lub rzeki powstałe w wyniku eworsji, zwykle u podnóża wodospadu lub progu skalnego w korycie, w rozszerzeniach lub zakrętach koryta. Natomiast zjawisko eworsji to zjawisko niszczącego wpływu ruchu wirowego wody płynącej na dno cieku wodnego. Najefektowniejsze kotły eworsyjne, tworzą się w litej, zwięzłej skale i powstają, gdy spadająca z progu woda trafia na niesymetrycznie ułożone podłoże. Woda zaczyna wówczas wirować wokół osi pionowej, a porwany nią gruz zaczyna krążyć, żłobiąc okrągłe zagłębienie. Kolejne kamienie szorują po dnie i po bokach. W ciągu lat tworzy się okrągła, wygładzona niecka lub studnia. 

Innym przykładem tak wyrzeźbionego przez siłę wody jaru jest w Sudetach Zachodnich  jest Wąwóz Kamieńczyka ze znanym Wodospadem Kamieńczyka. Nazwy ,,wąwóz” często są mylnie nadawane innym formom ukształtowania terenu – np jarom czy dolinom. Wąwozy są bowiem rodzajami głębokich, suchych dolin. 

Źródło grafiki - wikipedia.pl
Kocioł eworsyjny, Nyżnerowskie Wodospady

Oprócz tego głównego wodospadu na potoku znajdują się też inne kaskady. Przy wodospadzie znajduje się mała wiata turystyczna. Z ciężkim sercem opuszczałam to miejsce. Jest naprawdę wyjątkowe. Pokazuje nam niesamowitą siłę i talent natury do rzeźbienia piękna. Dalsza droga to długie wędrowanie wzdłuż Srebrnego potoku i powolne podchodzenie do grzbietu aż do punktu ,,U Smreku” i ż